Polskie i czeczeńskie dzieci razem w małej wiejskiej szkole

Niewielka szkoła w Berezówce na wschodzie Polski to placówka jedyna w swoim rodzaju. Tam zawsze ponad połowę uczniów stanowią dzieci cudzoziemskie. Między nimi, a ich polskimi rówieśnikami nawiązują się prawdziwe przyjaźnie. Warto o tym przypomnieć z okazji Dnia Nauczyciela, a także dlatego, że zysk ze sprzedaży książki Khaleda Hosseiniego “Modlitwa do morza” wydanej w Polsce przez wydawnictwo Albatros trafi właśnie do tej szkoły.

Polski i czeczeńskie dzieci słuchają przmówienia dyrektorki szkoły w Berezówce podczas uroczystego rozpoczęcia roku szkolnego. UNHCR/R. Kostrzyński

Gdy dyrektorka Barbara Protasiewicz witała uczniów na uroczystym rozpoczęciu roku szkolnego, nie spodziewała się kwiatów. Jednak ku jej zaskoczeniu, otrzymała róże od trzech czeczeńskich dziewczynek.

“Jak mogliśmy nie dać kwiatów? To oznaka szacunku,” mówi ojciec dziewczynek, spoglądając jak jego pociechy wchodzą do szkolnej klasy w Berezówce, małej wsi na wschodzie Polski.

Do tej niewielkiej szkoły, znajdującej się zaledwie osiem kilometrów od granicy z Białorusią, uczęszcza 54 uczniów. 21 z nich to miejscowe dzieci, a 33 to mali Czeczeni z Federacji Rosyjskiej. Autobus dowozi ich tu co rano z pobliskiego ośrodka dla osób ubiegających się o status uchodźcy.

“Szczerze mówiąc, nasza szkoła istnieje tylko dzięki cudzoziemskim dzieciom. Bez nich brakowałoby nam uczniów”, mówi dyrektorka.

Szkołę prowadzi prywatne Stowarzyszenie Za Rzeką Krzną. Jego prezeska Monika Dziobek zapewnia, że polskie i czeczeńskie dzieci bardzo dobrze się integrują. ”Mieliśmy tu piękne przykłady prawdziwych przyjaźni”, mówi.

Odświętnie ubrane dzieci zebrały się w szkole wraz z rodzicami na uroczystej ceremonii otwarcia roku. Chłopiec z Polski w szarfie i białych rękawiczkami wnosi na salę biało-czerwoną flagę w towarzystwie dwóch uczniów. Potem rozbrzmiewa Mazurek Dąbrowskiego.

Czeczeńska kobieta pilnuje, aby jej syn nie bawił się butelką wody, gdy Barbara Protasiewicz wygłasza powitalne przemówienie.

“Dobrze nam tutaj”, mówi inna kobieta z Czeczenii. „To spokojne miejsce z wolnością słowa. Ze szkoły też jesteśmy zadowoleni. Nauczyciele są dobrzy, a panująca atmosfera – miła i przyjazna”.

Po ceremonii uczniowie ruszają do swoich nowych klas, by wraz ze swoimi nauczycielami rozpocząć nowy rok szkolny.

W Polsce osoby ubiegające się o status uchodźcy mają obowiązek posłać swoje dzieci do szkoły. Szkoła w Berezówce, do której uczęszczają uczniowie od 4. do 14. roku życia, robi wszystko, aby cudzoziemscy uczniowie jak najlepiej odnaleźli się w nowym miejscu.

Wszyscy uczą się zgodnie z polskim programem, lecz Czeczeni są zwolnieni z lekcji religii, aby w zaciszu domowym praktykować własną wiarę. Organizuje się polekcyjne zajęcia z języka polskiego dla dzieci, które znają tylko czeczeński lub rosyjski.

“Większość dzieci bardzo szybko uczy się polskiego”, mówi Arkadiusz Rogulski, polonista z Berezówki.

“Organizujemy około pięciuset dodatkowych godzin nauki języka polskiego, wychowania fizycznego, wiedzy o środowisku czy plastyki. Wszystkie zajęcia prowadzimy po polsku”, mówi Monika Dziobek. „Otrzymaliśmy fundusze unijne na ten cel i mamy nadzieję, że nadal będziemy je dostawać.”

Siódmo- i ośmioklasiści uczą się także języka rosyjskiego, który jest bardzo przydatny na tych terenach często odwiedzanych przez obywateli Białorusi oraz Ukrainy.

Pierwsza lekcja języka angielskiego z nauczycielką Joanną Lubańską-Tymoszuk. W sali są polscy i cudzoziemscy rodzice wraz ze swoimi dziećmi. UNHCR/R. Kostrzyński

Nauka angielskiego rozpoczyna się wcześniej. Mała grupa siedmiolatków w towarzystwie rodziców odwiedza klasę nauczycielki języka angielskiego, Joanny Lubańskiej-Tymoszuk.

“Ucząc angielskiego, nauczyciele posługują się polskim, nie rosyjskim”, mówi zmartwiony rodzic czeczeńskiego ucznia. „Dlatego nasze dzieci muszą mówić po polsku, zanim rozpoczną naukę.”

29-letnia Lubańska-Tymoszuk szybko uspokaja rodzica.

“Uczę przy pomocy obrazków i dźwięków”, mówi. „Pokazuję obrazki, a słowa spisuję na tablicy. W młodszych klasach uczymy się piosenek.”

Dzieci usadowiły się na miejscach. W pierwszym rzędzie siedzą dwie czeczeńskie dziewczynki, w drugim – dwie polskie dziewczynki, a z boku siedzi czeczeński chłopiec.

“Każde dziecko jest inne”, śmieje się polska matka siedmiorga dzieci, Jolanta Nowak. „Wybierając przyjaciół, kierują się swoim charakterem i temperamentem. To naturalny proces.”

Pierwszy dzień w szkole szybko dobiega końca i wczesny popołudniem czeczeńskie rodziny są już w Horbowie. Tam, w budynku, w którym kiedyś był hotel, teraz działa ośrodek dla osób ubiegających się o status uchodźcy. Ośrodek jest prowadzony przez Urząd dla Cudzoziemców – organ odpowiedzialny za ocenę wniosków o ochronę międzynarodową.

Mieszkają tam 74 osoby. Wszystkie z Czeczenii.

Poza dachem nad głową, opieką medyczną i wyżywieniem, mieszkańcy dostają niewielkie kieszonkowe oraz możliwość uczestniczenia w lekcjach języka polskiego. Po sześciu miesiącach nabywają prawo do podjęcia pracy. Niektórzy wykonują prace sezonowe, inni pracują na budowie.

Jeden z mieszkańców ośrodka, przedstawiciel czeczeńskiej społeczności, pomaga rozwiązywać codzienne problemy Czeczeńców i wyjaśniać lokalne nieporozumienia. Zaprasza mnie do swojego pokoju, bym mogła poznać jego rodzinę.

Drzwi otwiera nam jego żona. Małżeństwo ma trzy córki. To właśnie te dziewczynki przyniosły wcześniej róże dla wychowawczyni.

“Nigdy nie myślałam, że opuszczę Czeczenię, ale matka mnie do tego namówiła,” mówi żona mężczyzny. „Odwiedzałam ją co tydzień. Teraz komunikujemy się tylko przez WhatsApp.”

“Byłam świadkiem dwóch wojen w Czeczenii, skończyłam edukację na siódmej klasie. Zawsze chciałam być pielęgniarką. Teraz przede wszystkim pragnę, aby moje córki miały wykształcenie i szansę na lepszą przyszłość”.

W internecie i w księgarniach można kupić książkę Khaleda Hosseiniego “Modlitwa do morza” (wyd. Albatros). Wpływy z jej sprzedaży wydawca przeznaczy na wsparcie UNHCR, Fundacji Khaleda Hosseiniego oraz na szkołę w Berezówce.