Po pięciu latach na wygnaniu w Libanie zostaje już tylko nadzieja

19-07-2016 Kouachra, 19 lipca 2016 (UNHCR) – Asim od pięciu lat niemal codziennie chodzi na wzgórze, z którego widzi dach swojego domu. Ciągle ma nadzieję, że nadejdzie chwila, w której będzie mógł wraz z rodziną przejść przez rzekę al-Kabir i powrócić do Syrii. Że zacznie nowy, lepszy rozdział w ich […]

19-07-2016

Kouachra, 19 lipca 2016 (UNHCR) – Asim od pięciu lat niemal codziennie chodzi na wzgórze, z którego widzi dach swojego domu. Ciągle ma nadzieję, że nadejdzie chwila, w której będzie mógł wraz z rodziną przejść przez rzekę al-Kabir i powrócić do Syrii. Że zacznie nowy, lepszy rozdział w ich życiu.

Konflikt w Syrii zmienił ich losy w ciągu kilku chwil. Asim, jego żona Zeinab i dwoje dzieci uciekli z kraju wkrótce po tym, jak zaczęła się wojna. W maju 2011 roku do ich rodzinnego miasta Talkalach weszli żołnierze.

„Byliśmy przerażeni. Żołnierze aresztowali zarówno mężczyzn jak i kobiety. Jak tylko mąż został wypuszczony, skorzystaliśmy z okazji i uciekliśmy. Pobiegliśmy w kierunki rzeki al-Kabir, która płynie na granicy z Libanem. Najbardziej baliśmy się o nasze dzieci. Mój syn Fahim miał wówczas tylko 2 miesiące, a córka Aisza 13 lat.  Widzieliśmy, co robili żołnierze, nie mogliśmy zostać”, mówi 40-letnia Zeinab.

Z dnia na dzień Zeinab i Asim stracili dorobek wielu lat ciężkiej pracy. Dziś, pięć lat po ucieczce ich domem jest niewielki namiot na nielegalnym koczowisku w libańskiej wiosce Kouachra. Finansowo jest jeszcze gorzej. Po wypadku samochodowym w 2014 roku Asim odczuwa ciągłe zawroty i nie może pracować. Jedyną żywicielką jest Zeinab, która raz w tygodniu dostaje 17 dolarów jako pomoc domowa.

Przed wojną wiodło im się dobrze. „Pracowałem jako budowniczy”, mówi 46-letni Asim. „Mieliśmy też ziemię, na której uprawialiśmy fasolę, oberżynę, pomidory, granaty i drzewa oliwne. Byliśmy szczęśliwi i żyło nam się dostatnio”.

Dziś z powodu biedy i braku perspektyw czują narastającą frustrację. Nie mogą zapewnić swoim dzieciom normalnego dzieciństwa. Na widok ich pięcioletniego dziś Fahima, który bawi się na błotnistym podwórku między namiotami, ogarnia ich poczucie bezradności.

„Nie jesteśmy szczęśliwi. Nie mamy ani regularnego dochodu ani pieniędzy. Nie potrafimy już odczuwać radości. Ludzie wokół nas bywają radośni, świętują różne okazje, odwiedzają się nawzajem. A my nie mamy dokąd pójść. Nasze dzieci są pozbawione wszystkiego. Jak mogłyby cieszyć się ze świąt, kiedy nie możemy im dać niczego, co sprawiłoby, że te święta byłyby dla nich wyjątkowe?” pyta Zeinab.  

Z powodu wojny w Syrii już prawie 5 milionów ludzi zostało uchodźcami. Ogromna większość z tych, którzy znaleźli schronienie w Libanie, żyje poniżej progu ubóstwa. Nie mają stałej pracy, nie mogą posłać dzieci do szkół, są uzależnieni od pomocy humanitarnej.

Zeinab i Asim chcieliby wrócić do swojego rodzinnego miasta, ale nie mogą, bo ciągle jest tam niebezpiecznie. „Nie zdecydowaliśmy się na wyjazd do Europy, bo wolimy jeść chleb z solą blisko mojego kraju, niż umrzeć za granicą, gdzie nikt nas nie zna,” mówi Asim.

Tekst i zdjęcia: Natalia Ojewska

Historia Asim i Zeinab została także opublikowana w artykule Autorki dla Al Jazeera English