Jak radzić sobie z doświadczeniem przemocy? Terapeutka: idźcie do poradni, dajcie sobie pomóc

Lidia Jędrych ze Specjalistycznego Ośrodka ds. Przeciwdziałania Przemocy wobec Kobiet i Osób Transseksualnych w Berlinie

Rozmowa z Lidią Jędrych ze Specjalistycznego Ośrodka ds. Przeciwdziałania Przemocy wobec Kobiet i Osób Transseksualnych w Berlinie

Przychodzi do pani osoba, która mówi, że padła ofiarą przemocy. Co pani wtedy słyszy?

Słyszę, że doświadczyła bardzo silnego naruszenia własnych granic, wręcz porażenia ich. Temu zawsze towarzyszy poczucie bezsilności i braku wyjścia z tej sytuacji. To po prostu traumatyczne przeżycie.

Co się dzieje ze światem takiej osoby?

Zmienia się. Czasem nawet całkowicie. Zostaje jej odebrane poczucie bezpieczeństwa społecznego. Sprawcami czynów o charakterze przemocowym i seksualnym są w większości osoby z najbliższego otoczenia: przyjaciel, partner, kolega z pracy, znajomy – ktoś, przy kim na ogół czujemy się bezpieczni. To głęboka zmiana. Mocno zaburza nasze poczucie nietykalności, kaleczy psychicznie.

Czy to skaleczenie goi się z czasem? Czy zostaje już na zawsze?

Da się je zaleczyć, ale blizna zostaje, choć z czasem blednie i zmniejsza się. Jak szybko następuje proces gojenia, zależy od wielu czynników – jak wiek czy wcześniejsze doświadczenia. Jeśli ktoś doświadczał przemocy wielokrotnie i w dzieciństwie, to proces nabierania zaufania do świata jest dłuższy i trudniejszy. Powrót do stabilności jest i w tym przypadku możliwy, ale każde doświadczenie przemocy nas zmienia – nawet jeśli przerobimy je na terapii.

Jak rozmawiać z takimi osobami?

Przede wszystkim trzeba słuchać i nie kwestionować ich oceny sytuacji. Dla mnie ważne jest to, by dać moim rozmówczyniom poczucie, że je rozumiem i że to, co przeżyły, jest ogromnym stresem i to zrozumiałe, że ma wpływ na ich obecny stan. Ważne jest też miejsce rozmowy. Musi pozwalać na wyrażanie emocji – także tych, których ofiary mogą się wstydzić opowiedzieć swojej przyjaciółce czy rodzinie. Bo w takiej rozmowie tematem może być nie tylko bezsilność, ale też wstyd, a nawet poczucie winy, że to się wydarzyło.

Dlaczego ktoś, kto padł ofiarą gwałtu, miałby mieć poczucie winy?

Tak skutek działania mechanizmów obronnych. Niezbyt dobrych, bo wywołujących wrażenie, że miałam wpływ na tę sytuację. Przy gwałcie uczucia bezsilności i bezradności są tak silne i nieznośne, że bywają zagłuszane poczuciem winy: „gdybym tam nie poszła, to by się nic nie stało”. To poczucie winy chroni mnie przed przekonaniem, że jestem ofiarą.

Co pani robi z tym poczuciem winy jako terapeutka?

Jest kilka technik, które pomagają zrozumieć traumatyczne przeżycie. Ja odwołuję się do „zajączka” i „myśliciela”. Bo jeśli powiem, że cały ten alarm odbywa się w części mózgu zwanej ciałem migdałowym, to będzie to dla mojej rozmówczyni brzmiało zbyt abstrakcyjnie. Ale jeśli poproszę ją, by wyobraziła sobie zajączka, który na niebezpieczną sytuację reaguje napięciem mięśni, przyśpieszonym oddechem i gwałtownym biciem serca, to wtedy łatwiej jej będzie zrozumieć to, co się w niej dzieje. I dzięki temu uruchomi „myśliciela”, tę część mózgu, która jest odpowiedzialna za myślenie i analizę sytuacji, a do której to człowiek nie ma dostępu w poczuciu zagrożenia. To jest model opracowany przez dwoje berlińskich psychologów: Lydię Hantke i Hansa-Joachima Goergesa. Uważam, że jest skuteczny, bo zauważyłam, że gdy to rysuję i opisuję, klientkom pomaga to zrozumieć skutki traumy i odcięcia się od własnych emocji.

Czy uchodźczynie są pani zdaniem bardziej narażone na przemoc ze względu na płeć?

Z mojego doświadczenia wynika, że tak. Uchodźczynie nie znają języka, prawa, nie wiedzą, gdzie szukać pomocy i generalnie częściej znajdują się w sytuacjach, w których są od kogoś uzależnione. Mogą być szantażowane, że zostaną deportowane albo stracą status uchodźcy. Uchodźczynie nie wiedzą wcale, że to nie jest prawdą. Jeszcze bardziej narażone są uchodźczynie, które docierają do Europy jako samotne kobiety albo samotne matki. W swoich grupach etnicznych mogą wtedy nie mieć odpowiedniego wsparcia.

Większym zagrożeniem dla nich jest wtedy ich własne środowisko czy osoby z zewnątrz?

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że bywa z tym różnie. Do naszego ośrodka przychodzą kobiety, które doświadczyły przemocy seksualnej w swoim kraju pochodzenia, w czasie ucieczki czy już tu. Przy czym we wszystkich tych przypadkach sprawcami mogą być przedstawiciele ich grup etnicznych albo ktoś zupełnie obcy. Przemoc seksualna czy ze względu na płeć jest w dużej części skutkiem systemów patriarchalnych, w których kobieta ma niższy status niż mężczyzna. W Europie mamy teoretycznie równouprawnienie, ale w praktyce różnie z tym bywa. Do 2016 roku w niemieckim prawie karnym był zapis, że jeśli kobieta nie broniła się, to nie było gwałtu. Dziś wystarczy, że kobieta powie „nie”. Oczywiście to trzeba jeszcze udowodnić, ale myślę, że choć prawo się zmienia, to na odpowiednie zmiany w społeczeństwie trzeba jeszcze poczekać. Rodzice nadal ostrzegają swoje córki, żeby uważały na czyhające na nich zagrożenia. Czyli to potencjalne ofiary muszą zmieniać swoje zachowanie, a nie sprawcy.

Nie ma pani poczucia, że te wszystkie dramatyczne historie, które pani słyszy, zaczynają w końcu ciążyć na pani i żyje pani cudzymi problemami?

I tak, i nie. Sama regularnie stosuję techniki stabilizacyjne, których uczę swoje klientki. A poza tym udało mi się już wypracować profesjonalny dystans do moich obowiązków. Umiem oddzielać pracę od czasu wolnego. Ale nie ukrywam, że to, co robię, zmieniło mnie. Inaczej funkcjonuję. Te historie nauczyły mnie, że nikt nie ma zagwarantowanego bezpieczeństwa. Ani w domu, ani poza nim.

Ma pani jakąś uniwersalną poradę dla tych kobiet, które padły ofiarą przemocy, ale nie wiedzą, co z tym zrobić?

Tak. Idźcie do poradni, opowiedzcie o tym. Nie chowajcie tego w sobie, nie róbcie tabu, dajcie sobie pomóc.

Rozmawiał Rafał Kostrzyński