Drugi dom – przystanek czy nowy etap? (cz. 2)
Drugi dom – przystanek czy nowy etap? (cz. 2)
W Polsce dzięki sile i determinacji zbudowały swoje życie od nowa. W czwartą rocznicę rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji na Ukrainę oddajemy głos czterem z nich.
Oksana na stacji metra Nowy Świat - Uniwersytet.
W ramach działań UNHCR, Agencji ONZ ds. Uchodźców, wspierających oddolne inicjatywy, bohaterki wzięły udział w programach szkoleniowych, które pomogły im przekuć pomysły w konkretne działania. Dzięki pomocy Fundacji Right to Protection, partnera UNHCR, zdobyły wiedzę o zakładaniu i prowadzeniu własnej działalności gospodarczej, nabywając przy tym nie tylko praktyczne umiejętności, lecz także pewność siebie i szansę na niezależność. Dziś są dowodem na to, że droga do odwagi ma wiele przystanków, a pierwszy z nich to decyzja.
Rozmowy odbyły się na wybranych przez nie stacjach metra: Nowy Świat, Młynów, Księcia Janusza i Stadion Narodowy. Codziennie przemierzają te trasy, zastanawiając się, czy ich podróż zakończy się w Warszawie, czy jest to jedynie jeden z etapów ich życia. Przedstawiamy kolejne dwie bohaterki.
PRZYSTANEK NOWY ŚWIAT-UNIWERSYTET
Muzyka od zawsze była obecna w moim życiu dzięki mamie, która była muzyczką i zaszczepiła we mnie pasję. Skończyłam szkołę i akademię muzyczną. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że muzyka działa na mnie terapeutycznie, pomaga mi przenieść się do innego świata, pełnego spokoju.
Mam na imię Oksana. Mam 32 lata. Gdy wracam wspomnieniami do lutego 2022 roku, pamiętam szok, bo nie spodziewałam się inwazji. Odwiedzałam wtedy swojego chłopaka, który mieszkał w Polsce. Przyjechałam do niego na kilka dni i już nie wróciłam, bo bardzo się bałam. Martwiłam się o swoich rodziców i rodzinę, która została w Ukrainie. Od razu zdecydowałam się pójść do pracy, by zająć czymś głowę i nie czytać ciągle wiadomości o tym, co się dzieje. W Ukrainie zajmowałam się tylko muzyką. W Polsce znalazłam ogłoszenie w Internecie, że szukają opiekunki do żłobka. To była moja pierwsza praca. Polacy byli bardzo otwarci, i nie było ważne, że nie znam języka. Wkrótce znalazłam pierwszych uczniów i jeździłam do nich do domu. Czytałam dzieciom polskie książki i tak sama uczyłam się języka. Dostałam grant fundacji “Ashoka” dla migrantów i uchodźców, dzięki któremu kupiłam sobie instrumenty – pianino, gitarę i głośniki. Dopiero wtedy mogłam zacząć coś robić.
Zdecydowałam się na przeprowadzkę do Warszawy, by mieć więcej możliwości w moim zawodzie. Fundacja zapewniła mi mentora, pomoc prawną, rozmaite konsultacje. Bardzo mi to pomogło, bo w obcym kraju ciężko się zorientować. Po roku wygrałam kolejny grant dla Ukraińców. Dokupiłam mikrofon, wynajęłam salę, opłaciłam zrobienie strony internetowej. Ten udany start pozwolił mi pójść dalej. Miałam też oszczędności i to bardzo mi pomogło w kolejnych krokach. Ale nie powiedziałabym, że wszystko było takie łatwe. Kiedy przeprowadzałam się do Warszawy, miałam pieniądze tylko na wynajem sali.
W styczniu 2023 otworzyłam własną szkołę. Początki były trudne, nie znałam języka ani uwarunkowań prawnych, musiałam się do tego przygotować. Dzisiaj Warszawa jest dla mnie symbolem przemian, tutaj znalazłam tu cudownych ludzi, którzy pomogli mi rozwinąć się muzycznie. Czuje, że w Ukrainie zostawiłam inną Oksanę, a w Warszawie odkryłam nową. Uwierzyłam, że mogę. Jestem otwartą osobą i staram się pomagać innym Ukraińcom, którzy chcą coś zrobić. Założyłam też z koleżanką chór dla Ukraińców w Polsce i jestem z niego jestem dumna. Dzisiaj czuje, że Polska jest moim drugim domem.
Viktoriya na stacji metra Stadion Narodowy.
PRZYSTANEK STADION NARODOWY
W Warszawie otworzyłam swoją firmę “Marseli”. Inspiracją było imię mojej babci - dobrej i serdecznej osoby. Miała przydomowy sad, który kochałam i pamiętam do dzisiaj . Z biegiem czasu moja pasja do kwiatów rozkwitła. Dziś zajmuję się tym, co kocham najbardziej - florystyką właśnie tu, w Polsce.
Mam na imię Viktoriya, mam 36 lat. Przyjechałam do Polski 24 marca 2022 roku. 26 lutego miałam mieć operację w Kijowie, ponieważ zdiagnozowano u mnie raka piersi. Ostatecznie jednak okazało się, że to nie będzie możliwe.
W Polsce skierowano mnie do grupy wsparcia dla osób z rakiem. Znalazłam tam lekarza z Gdańska, który powiedział, że mnie zoperuje. Wówczas byłam jeszcze karmiącą piersią mamą 9-miesięcznej córeczki, druga miała 9 lat. Wyjechałam z Ukrainy, by ratować swoje dzieci i siebie. Moja siostra skontaktowała mnie ze swoimi przyjaciółmi w Polsce, którzy przyjęli nas z otwartymi ramionami.
Gdy wracam wspomnieniami do momentu wybuchu wojny, pamiętam, że byłam w ciężkim stanie po biopsji, przeszłam wymagające zabiegi. Mój mąż przyszedł i powiedział, że zaczęła się wojna. Nie mogłam w to uwierzyć. Włączyłam telewizor i zobaczyłam wojska rozlokowane w różnych miastach. Moja siostra zadzwoniła i powiedziała, że Rosja będzie atakowała cele strategiczne. Szybko zabraliśmy dokumenty i chcieliśmy wychodzić, ale starsza córka krzyczała, żeby zabrać kota. Nagle nastąpił wybuch, ze wszystkich okien wyleciały szyby, a ja musiałam wydostać przerażonego kota spod łóżka.
Moja sytuacja zdrowotna była trudna. Ostatecznie przeszłam operację w kwietniu, po tym jak dostałam numer PESEL. Przeszłam chemio- i radioterapię. Po chemii miałam zaburzenia wzroku i węchu, a w sytuacjach stresowych paraliż nóg. Teraz czuję, że powoli wracam do zdrowia.
Zaczęłam na nowo szukać siebie. Przed wojną pracowałam w urzędzie statystycznym prowadząc wywiady. Chciałam robić coś, co będzie sprawiać mi radość. Uwielbiam zapachy i kwiaty, zaczęłam więc robić świece ekologiczne, bo po chemii musiałam uważać na to, jakich składników używam. W Warszawie skończyłam studia florystyczne, akademię biznesową i wiele innych kursów. Wreszcie zdecydowałam się na założenie własnego atelier świec i kwiatów.
2024 rok był ciężki. Na Boże Narodzenie mój tata dostał zawału. Po śmierci taty byłam załamana, musiałam jednak stanąć na nogi i walczyć. W sierpniu 2024 roku dostałam grant na założenie własnej działalności. Chwile później znalazłam wymarzony budynek na Żoliborzu, który można było dostać od miasta na preferencyjnych warunkach. Wspólnie ze starszą córką i mężem wykańczaliśmy przestrzeń i malowaliśmy ściany, bo to miało być moje miejsce na ziemi.
Po czterech latach w Polsce czuję, że Warszawa odkryła mnie na nowo, dodała mi śmiałości. Otworzyłam biznes - własny biznes w obcym kraju. Jestem bardzo wdzięczna Polakom, którzy pojawili się na mojej drodze, wspierali mnie i razem ze mną wszystko przeżywali. Dzisiaj, po przejściu ciężkiej choroby i leczeniu mogę patrzeć, jak rosną moje dzieci. Zdrowe i bezpieczne.
Bohaterki:
- Oksana– Pianistka, dyrygentka i właścicielka szkoły muzycznej “Muzyka Muzyka”
- Viktoriya – Florystka, właścicielka i założycielka Atelier świec i kwiatów “Marseli”